40 nocy grudnia

by KRES

supported by
/
  • Includes unlimited streaming via the free Bandcamp app, plus high-quality download in MP3, FLAC and more.

     €4.50 EUR  or more

     

1.
01:40
2.
3.
07:45
4.
5.
6.
7.
05:10

about

credits

released December 21, 2016

2016 Werewolf Promotions

tags

license

all rights reserved

feeds

feeds for this album, this artist

about

KRES Olsztyn, Poland

contact / help

Contact KRES

Streaming and
Download help

Redeem code

Track Name: 40 nocy grudnia
Czterdzieści nocy Grudnia
Czterdzieści dni bezdechu
Nie ma w nas wieczności
Nie ma w nas wiary w dzień
Oddaliśmy się szarości
Nieskończonych szlaków czasu
Ponad światem, co tonie w formie
wypierając się idei
Pod szarym płótnem bieli
Skąpani w brudnym blasku
Pośród niezrodzonych gestów
Tkamy bezdźwięczną pieśń jutra

Czarny grudzień noc za nocą
Czterdzieści nowiów nie zrodziło pełni
Teraz wiemy, że biel to kłamstwo
Dziedziczymy tylko szarość
Czarny grudzień noc za nocą
Czterdzieści nowiów nie zrodziło pełni
Szare świty to dziedzictwo świata
Który wzrośnie na gruzach naszych serc

Wciąż wołając w bezdnię
Sami w niej toniemy
Szukając światła tam gdzie gaśnie wczoraj
Wciąż czekając bieli
Sami spadamy w szarość
Szukając barw tam gdzie wyschło jutro

Jeśli nów jest świtem
Jeśli biel jest nocą
Osobliwość w trzewiach czasu niczym rana w tkance świata
Jeśli pełnia zmierzchem
Jeśli szarość dniem
Wtedyśmy sami kłamstwem, które rodzi nasza wiara

Czterdzieści nocy Grudnia
Czterdzieści dni bezdechu
Czterdzieści nocy nowiu
Czterdzieści chwil jak wieczność
Track Name: Bezdech
Drżąca cisza śmierci
Delikatna niczym szron
Tka bezgłośne nuty żalu
W katatonicznym zapomnieniu
Drżąca cisza śmierci
Najwspanialsza z wszystkich muz
Tkaczka niemych dźwięków strachu
Wstrzymanego siłą dechu

Drżąc obłok życia
Ulotny niczym pieśń
Uchodząca w górę niebios
ku zimnemu Słońcu w ciszy

Zwiewne sieci nitek mrozu
Niczym kruche ścieżki losów
Lśnią śród śniegów w blasku zimy
Zatrzymane w w chwili wdechu

Delikatne nici życia
Zawieszone w niepewności
Która niczym szron o świcie
Zdaje się zniekształcać wizję
Nieruchome nitki trwania
Nawet czas wstrzymuje oddech
By ich sięgnąć z czcią kapłana
Gotowego złożyć się w ofierze

Najmniejszy oddech
Najmniejszy obłok życia
Skazi wnętrza świątyń czasu
Gdzie panuje niema biel
Drżący obłok życia
Ulotny niczym myśl
Niech uleci w bezkres niebios
Ciągnąc przezeń mroźną smugę

Delikatne nici życia
Zawieszone w niepewności
Która niczym szron o świcie
Zdaje się zniekształcać wizję
Nieruchome nitki trwania
Nawet czas wstrzymuje oddech
By ich sięgnąć z czcią kapłana
Gotowego złożyć się w ofierze

W bezdechu zimna jasność
niezrodzonej chwili
trwania w stałym ruchu
wstrzymanego życia
Drżąca cisza śmierci
zastygłego czasu
Tka bezgłośne nuty mrozu
Pieśni o lśniącym blasku chłodu
Track Name: Ostatni śnieg
Niebo rodzi gwiazdy
Tkając je ze snów i marzeń
Z pragnień i lęków
Z zawiedzionych nadziei

Gwiazdy giną rozbijając się o ziemię
Niczym szklane urny drogocennych marzeń
Ich esencja zaś wsiąka w ziemię
Czyniąc ją wciąż chłodniejszą
Gdy zamarza więżąc na wieki
Widmowe ptaki pragnień

Gdy ostatnia gwiazda spadnie
Rozbijając się o ziemię
Jej fragmenty ulecą z wiatrem
Niosąc się w dal nicości

Gdy ostatnia gwiazda świtu
Okaże się zwiastować noc
Nie czekajmy więcej dnia
Po co wszak tak dręczyć duszę

Niczym ostatni śnieg
Tak ostatnia gwiazda biała
Opadnie z łabędzią gracją
By umrzeć w dusznej toni klęski

Niebo rodzi gwiazdy
Ziemia je zabija
Ziemia rodzi życie
Niebo je odbiera
Kruche serca ptaków
Lśniące w mroku świtów
Topnieją w mgnieniu oka
Pod ciepłem drżących dłoni

Ostatnia gwiazda świtu
Ostatnie ptaki marzeń
Ginące w przestworze życia
Jak ostatni śnieg
Bez wiosny
Track Name: Czarna szadź
Czarna szadź pokryła
Czarne pąki wiosny
Życie zdławione w zalążku
Zmrożony świt w wieczności
Wstrzymane tryby świata
Skurczonego w dłoni czasu
Zamkniętego w szklanej kuli
Beznamiętnie trwającego

Załamane światło życia
Odbite w otchłań dziejów
Załamana przestrzeń losów
Nieskończonych, zamarłych w szadzi
Na zawsze
Na nigdy
W czarnej bieli
Utraconych świtów

Biała szadź pokryła
Białe pąki wiosny
Chociaż czerń przechodzi w biel
Światło wciąż złamane w locie
Zatrzymana młodość
Niezrodzony dech
Szadź

Ze szczytów parhelium
Rzuceni w brzask podsłońca
Uwięzieni w szadzi życia
Która wciąż nie chce tajać
Niczym światło w okowach mrozu
Tańczymy czekając zmiany
Lecz zmiana to ułuda
Gdy szadź zaledwie zmienia kolor

Niezrodzeni
Nigdy nie rozkwitniemy
Zatrzymani
w blasku świtu swoich żyć
Track Name: W chłodnym blasku ciszy
Pod horyzont dnia
i z nad niebios nocy
Ostrza tnące błękit
potłuczone lustra światła

Nad horyzont zimy
Świetlista obręcz mrozu
Uwięziona w lekkiej mgle
Niczym odblaski życia

Przez horyzont świateł
Królestwo martwej ciszy
Poranionej chłodnym blaskiem Słońca

w błękitnej bezdni
nieważkie smugi bieli
zmrożonej, uwięzionej
znikającej w dali czasu
dryfujemy
w toni nieistnienia
zapomnieni
nieważcy niczym światło

w kojących objęciach
chłodnego Słońca stycznia
odrodzenie, zapomnienie
przestrzeń tonie w ciszy
odwieczny bezruch
zabija dźwięk i czas
każdą lotną myśl
przytłaczając ją swym blaskiem
Track Name: Pod lodem
W mętnych wodach rzeki wspomnień
opadłych w toń bezczasu
bije tętno dawnej chwili
Niczym zagubiona gwiazda niebios

Zimna gwiazda pośród lodów
czarne świty niemocy ducha
Apatyczny bezdech trwania
Czarny świt dla nocy życia
Zagubione na krach czasu
światło wspomnień niknie w toni
pogrążając się pod ciężkim lodem
by dryfować z nurtem rzeki czerni

W mętnych wodach czarnej rzeki
poczerniałych od popiołów
na spalonych mostach życia
tli się iskra dawnych cierpień
zasnute dymem wspomnień
zimne Słońce zamraża wody
martwe gwiazdy płyną z prądem
beznamiętnie czekając kresu czasu

Nie ma ujścia rzeka czerni
I bezdenna jest jej toń
Dzień mętnieje w mgnieniu chwili
Pogrążając się pod lodem

Dryfując ku powierzchni
Samotna ginie przeszłość
Kiedy góra okazuje się być dnem
Gdzie spoczęło całe światło
Dryfując ku odmętom
umiera wszelki blask przeszłości
Dno tej rzeki to grobowiec
Światła które zdusił czarny lód

W czarnej toni rzeki czerni
Bije tętno zmarłej bieli
Jak świątynia martwych losów
Sanktuarium klęski ducha
Nie ma ujścia rzeka czerni
I bezdenna jest jej toń
Jej odmęty to stan ducha
Gdy pogrążasz się pod lodem